Dlaczego warto poznać Marsjanina?

Marsjanina mogą poznać zarówno miłośnicy filmów, jak i książek. Sama zaraz po obejrzeniu ekranizacji zabrałam się do lektury i nie odczułam dysonansu, jakiego czasami się doświadcza po zderzeniu obu form. Dzieło spod pióra – a pewnie raczej klawiatury, wnioskując po zamiłowaniu do nauki i technologii bijącym z książki – Andy’ego Weira reprezentuje mój ulubiony gatunek. I nie mam tu na myśli science fiction, które swoją drogą owszem lubię, ale „science-coaching-fiction”. Oprócz niezwykle ciekawej warstwy naukowej rodem z NASA na uwagę zasługuje postawa bohatera, któremu nie tylko dopisuje poczucie humoru, ale który także ma niezwykle zadaniowe podejście do pojawiających się trudności. Mark Watney nie poddaje się okolicznościom, które w swym całościowym oglądzie należy uznać za mocno przytłaczające, choć sam nie raz dostrzega beznadziejność swej sytuacji. Mimo tego skupia się na pojedynczych problemach, odsuwając na bok rozważania o dalszych zadaniach, które będzie musiał rozwiązać po zakończeniu danego działania. Zarówno książka, jak i film są niezwykle wciągające ze względu na fabułę, a także motywujące dzięki osobowości głównego bohatera. Tym, którzy jeszcze nie poznali Marsjanina zdecydowanie polecam lekturę i/lub seans. A tych, którzy już przeżyli z bohaterem przygody na Czerwonej Planecie zachęcam do dzielenia się wrażeniami w komentarzach 🙂

Przepracowywanie tematów

Refleksyjny nastrój owocuje w kolejny tekst 🙂

Jestem ogromną fanką przepracowywania pewnych tematów, poprzez aktywności, które sprawiają przyjemność. Dla mnie takim działaniem jest gotowanie, w kuchni czuję się bezpieczna i zagadnienia z obszaru rozwoju osobistego już mi się zdarzało obracać na kuchennym ogniu. I tak, jak gotowanie stało się dla mnie polem do nauki trudnej sztuki ponoszenia porażek, o czym pisałam we wpisie KUCHENNE WZLOTY I UPADKI, tak podejmując trudną i ryzykowną życiową decyzję, znów powróciłam do kuchni. Postanowiłam dokonać sporej zmiany, ale tym razem efekty nie okażą się natychmiastowe, działania jakie muszę podjąć nie przypominają więc gotowania potrawy, która zaraz po sporządzeniu będzie gotowa do spożycia. Tym razem muszę podjąć czynności, których skutki będą widoczne dopiero w dalszej przyszłości. Tkwiąc w tym stanie sporej niepewności weszłam do kuchni, tym razem zaopatrzona w 5 kg papryki i myśl, że pierwszy raz w życiu zrobię przetwory! Dlaczego przetwory tak dobrze pasowały do mojego zadania? Ponieważ przygotowałam kilkanaście słoików pasty paprykowej, a ocenić efekty mojej pracy będę mogła dopiero jesienią… Gotowe słoiki powędrują do piwnicy, a ja będę oczekiwać w niepewności. A przecież zaangażowałam w to działanie sporo wolnego czasu… czy nie okaże się, że zmarnowałam czas? Na pewno nie, ponieważ z każdego zajęcia, którego się podejmujemu możemy wyciągnąć dla siebie jakąś życiową lekcję 🙂

Schematy

Dziś mam dla Was wpis o charakterze refleksyjnym 🙂

Ostatnio rozmyślając o schematach myślowych, którymi się posługujemy przypomniałam sobie filmik o rowerze, którego koło skręca w przeciwnym kierunku do kierownicy:

Osobie, która od lat jeździ na – nazwijmy go – klasycznym rowerze, ma ogromny problem z opanowaniem jazdy na odwróconym egzemplarzu. Z zadaniem tym znacznie lepiej radzi sobie dziecko, którego umysł jest bardziej elastyczny i u którego schemat jazdy na rowerze nie wyrył się jeszcze tak głęboko w mózgu.

Pomyślałam, że równie głęboko tkwią w nas schematy dotyczące obrazu siebie. Od dzieciństwa zarówno przez innych, jak i nas samych, powtarzane są nam pewne definicje naszej osoby. Tak mocno się w nas zakorzeniają, że zaczynamy w nie wierzyć i myśleć, że to jedyna słuszna prawda. Powtarzamy sobie, że czegoś nie potrafimy, nie lubimy… a tak na prawdę są to tylko pewne wzorce, które da się zmienić. Oczywiście, nie będzie to proste, nie od razu pojedziemy na odwrotnie skręcającym rowerze, ale poprzez próby i uparte powtórki, możemy zmienić nawet te mocno zakorzenione struktury 🙂

Wyspy Komfortu

~ Nie oceniaj książki po objętości

WYSPY KOMFORTUKażdy z nas ma swoją strefę komfortu, jednak różnimy się stylami wychodzenia poza ich granice. Kamila Kruk (trenerka rozwoju osobistego, coach i koordynatorka projektów) w swojej książce Wyspy komfortu  w niezwykle obrazowy i zwięzły sposób opisuje strategie przyjmowane względem nowych wyzwań. Ta krótka lektura pozwoliła mi spojrzeć na siebie i swoje zachowania z zupełnie nowej perspektywy, za co Kamili Kruk niezwykle dziękuję. A Wam lekturę szczerze polecam i zapraszam na stronę Wyspy komfortu.

Obiektywizm świata

W codziennym życiu świat wydaje nam się dość oczywisty, a sposób w jaki go odbieramy często postrzegany jest przez nas jako obiektywny. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Zapoznając się z różnego rodzaju zaburzeniami neurologicznymi oraz narządów zmysłów, możemy zauważyć, że nawet przy użyciu tych samych narzędzi (oczy, receptory dotyku itp.), te same obiekty mogą być postrzegane w zupełnie inny sposób. Odmienny sposób doświadczania otaczającego nas świata świetnie oddają podawane już przykłady Zespołu Alicji w Krainie Czarów oraz udaru Jill Bolte Taylor.  Wiele ciekawych przypadków opisanych jest w książce „The Man Who Mistook His Wife for a Hat” Olivera Sacksa. Obok tytułowego bohatera, który traci zdolność  rozpoznawania twarzy, czyli cierpi na prozopagnozję, znajdziemy tam również opis Zespołu Korsakova, czyli zaburzeń pamięci bieżącej, a także zaburzeń orientacji położenia własnego ciała (propriocepcji), oraz historię mężczyzny z „obcą kończyną” (porównaj: Zespół obcej ręki).

Jak więc jest z tym światem obiektywnym?

Poczynając od różnic międzygatunkowych, przez choroby neurologiczne, po drobne różnice w indywidualnej percepcji przyroda dostarcza nam przykładów swej niejednoznaczności. O ile łatwo przychodzi nam zrozumienie, że pszczoła, posiadająca inaczej zbudowane narządy zmysłów będzie dostrzegała obiekty inaczej niż człowiek, o tyle różnice wewnątrzgatunkowe są trudniejsze do przyjęcia, a osoby, których sposób percepcji różni się od naszego często ulegają stygmatyzacji. Co ciekawe, w historii świata ludzie obdarzeni niestandardowym sposobem odbioru świata pełnili kluczowe funkcje w społecznościach, w roli szamanów czarowników, wyroczni. Świat przemysłowy, który lubował się w standaryzacji, zamiast włączenia preferował marginalizację, ustalając jedyną właściwą wizję świata. Dziś powoli znów zaczynamy dostrzegać znaczenie i funkcjonalność wewnętrznej różnorodności naszego gatunku i dokonujemy ponownej inkluzji mniejszości do wspólnego świata. Wiele osób wciąż jednak pozostaje pod wpływem pozytywistycznych schematów myślowych, uznając jedynie swój sposób widzenia jako jedyny właściwy, co prowadzi do nietolerancji względem „innych”, postrzeganych jako zagrożenie dla stabilności wewnętrznie ukonstytuowanego świata.

Oczywiście posługując się tak skrajnymi przykładami nie trudno spotkać się z argumentacją, że są to zaburzenia, które zniekształcają obraz świata. Zejdźmy więc na poziom bliższy codziennemu doświadczeniu, aby przekonać się na własnej skórze, w jak różnych światach żyjemy. Jak wiadomo „o gustach się nie dyskutuje”, a w szczególności o tych kulinarnych. Różnice w określaniu tego co jest smaczne, a co nie mają nie tylko wymiar kulturowy, ale również biologiczny, o czym świadczy choćby odczuwanie smaku naci kolendry, która dla jednych jest przysmakiem, a dla innych bliżej jej d mydła niż zioła (więcej na Nic Prostszego). Podobnie jest ze zmysłem wzroku, o czym – podobnie jak w przypadku kolendry – przekonałam się na własnej skórze. Dyskusje dotyczące kolorów są dla mnie problematyczne, choćby dlatego, że jeden z odcieni szarości na ekranie monitora mój mózg odbiera jako beż (po wydrukowaniu staje się dla mnie zwykłym szarym kolorem). Podobnie mam z odcieniami pomarańczowymi/ różowymi. Odzież, która dla mnie jest malinowa, dla innych jest po prostu pomarańczowa. Nic dziwnego, że świat oszalał na punkcie niebiesko-czarnej/ złoto-białej sukienki 😉 Oczywiście, istnieją obiektywne miary (widmo), cóż jednak z tego, skoro muszą być one jeszcze przefiltrowane przez nasze zmysły i nasz mózg?

Zachęcam Was do konfrontowania własnych wyobrażeń z innymi osobami, zapewniam, że jest to niezwykle ciekawe ćwiczenie poznawcze. Nie obawiajmy się, różnic, które osiągniemy w wynikach testu, lecz wykorzystajmy tą różnorodność. Życie we wspólnym świecie nie oznacza, że dla każdego musi być on taki sam.

Bądź nieskazitelny w słowach

Word

Być może słyszeliście o metodzie badawczej, jaką jest analiza konwersacyjna. Ujmując rzecz skrótowo, polega ona na analizowaniu przebiegu rozmowy, uwzględniając komunikaty pozawerbalne, takie jak pojawiające się pauzy, czy też westchnięcia, ponieważ nasze spontaniczne komunikaty przekazują dużo głębszą treść, niż tylko merytoryczne znaczenie zdania. Wsłuchując się w konkretną rozmowę możemy wydobyć z niej wiele informacji, zarówno o relacjach łączących rozmówców, jak również o aktualnej sytuacji – czy się spierają, czy są znudzeni, czy są w pośpiechu itp. Jednak tu nie kończą się możliwości analizy konwersacyjnej. Mając do dyspozycji dużą próbę nagranych rozmów, np. sprzedażowych, możemy statystycznie określić, jakie zwroty, a nawet konkretne wyrazy najskuteczniej prowadzą do osiągnięcia zamierzonego celu. Prowadząc liczne rozmowy z pracownikami call center łatwo możemy zauważyć pewne pojawiające się schematy, którymi posługują się sprzedawcy, w celu zwiększenia efektywności Słowa więc mają ogromne znaczenie. Konkluzja ta ma olbrzymie znaczenie praktyczne w naszym codziennym życiu. Jakie?

Świadomość znaczenia słów, jakich używamy możemy wykorzystać nie tylko w celu osiągnięcia konkretnej korzyści, ale również może nam ona pomóc w budowaniu pozytywnych relacji z ludźmi. Sposób w jaki zwracają się do siebie partnerzy odgrywa istotną rolę w podtrzymywaniu więzi, budowaniu bliskości i trwałości związku. Zwracając się do drugiej osoby, świadomie bądź nie, wpływamy na nią, na jej samopoczucie. Oczywiście w zależności od stopnia wrażliwości naszego współrozmówcy będzie zależało jaka musi być moc komunikatu, aby na niego zareagował 😉 Chyba każdy z nas był świadkiem sytuacji, kiedy opanowanie jednego z rozmówców (który na przykład nie wyczuwał, pretensji do niego skierowanej) skutkowało eskalacją emocji z drugiej strony, aż do momentu osiągnięcia pożądanego (być może w sposób nieuświadomiony) efektu. Zanim więc zwrócimy się do kogoś, zastanówmy się jaki jest nasz cel, czy chcemy dążyć do konfrontacji, czy do wyjaśnienia sytuacji. Kiedy osoba, z którą się umówiliśmy na spotkanie znaczącą się spóźniła, możemy dążyć do konfliktu, chcąc wylać na nią swoje żale, albo możemy po prostu, nie zakładając z góry określonego scenariusza, spróbować uzyskać informację o przyczynach spóźnienia, bez negatywnego nastawienia. Pamiętajmy jednak, że sposób w jaki zadamy pytanie może mieć ogromny wpływ na dalszy przebieg spotkania.

Na tym jednak nie kończą się konsekwencje znaczenia używanych słów, czy zwrotów. Każdy z nas oprócz rozmów z osobami w swoim otoczeniu prowadzi bogate życie wewnętrzne, pełne wewnętrznych dialogów. I także słowa wypowiadane, nawet w myślach, do samego siebie niosą daleko idące konsekwencje, wpływając na poczucie własnej wartości, motywację do działania, obraz siebie. Jeśli sami do siebie zwracamy się w sposób pogardliwy przyczyniamy się do własnego złego samopoczucia oraz jesteśmy mniej skłonni do podejmowania wyzwań, zaniżając swoją samoocenę.

Jakie więc proponuję rozwiązanie? Po prostu bądźmy mili i uprzejmi, zarówno dla innych, jak i dla samych siebie. To po prostu bardziej pragmatyczne rozwiązanie 😉


Inspiracje:

 Don Miguel Ruiz: „Cztery umowy: droga do wolności osobistej”
Elizabeth Stokoe: wpis oraz wykład